mar 24

Kąpać się w kąpielisku, czy miejscu do kąpieli

Powstało w Koszalinie niezwykle urocze miejsce – Wodna Dolina. Miejsce, które uzyskało natychmiast powszechną akceptację koszalinian. Miasto, dzięki absolutnej zgodności radnych w tej sprawie, przeznacza od 2014 roku kolejne pieniądze na uatrakcyjnienie Wodnej Doliny. Nieoczekiwanie pojawił się spór, z pozoru banalny. Poszło o to, co tak właściwie utworzono na zbiorniku retencyjnym, kąpielisko czy miejsce wykorzystywane do kąpieli. 

 Jeżeli jest już w Koszalinie tak długo zapowiadane miejsce wypoczynku nad wodą z możliwością zażywania kąpieli, to każdy użytkownik powinien być i z pewnością jest przekonany o swoim bezpieczeństwie. Bezpieczeństwo oznacza nie tylko wyznaczenie akwenu za pomocą bojek, czy wystarczającą liczbę ratowników. Bezpieczeństwo to także pewność, że woda, do której wchodzimy jest bakteriologicznie czysta. Aby zapewnić warunki zachowania zdrowia w przepisach (Prawo wodne, dyrektywy UE) określono dopuszczalne stężenia zanieczyszczeń, w tym bakterii coli, najgroźniejszego dla zdrowia składnika. I tu dochodzimy do różnicy pomiędzy kąpieliskiem a miejscem wykorzystywanym do kąpieli. Ustawa Prawo Wodne wyróżnia te dwa pojęcia, przy czym kąpieliskiem jest przygotowany do tego fragment wód powierzchniowych przeznaczony do jednoczesnej kąpieli dużej liczby osób spełniający warunki czystości wody zgodnie ze sporządzonym tzw. profilem wodnym i zorganizowany zgodnie z procedurą określoną w Prawie wodnym. Miejscem wykorzystywanym do kąpieli jest wyznaczony (oznaczony) fragment wody o stosunkowo niskich wymaganiach czystości, z którego nie korzysta jednocześnie duża liczba osób. Dla przykładu dopuszczalne stężenie bakterii coli w kąpielisku, to 250 NPL/1000 ml (woda doskonała), a dla miejsc wykorzystywanych do kąpieli – 1000 NPL/1000 ml. Przez dwa lata istnienia Wodnej Doliny, w każdym wywiadzie, w każdym dokumencie oficjalnym prezydent, starosta i urzędnicy używali konsekwentnie określenia – kąpielisko. Mieszkańcy mogą więc domniemywać, że używają wody spełniającej określone normy.

Żeby zorganizować kąpielisko konieczne jest sporządzenie tzw. profilu wody, przeprowadzenie procedur administracyjnych, podjęcia uchwały przez Radę Miejską. Wszystkie operacje powinien przeprowadzić tzw. organizator, w naszym przypadku ZOS. Z oficjalnych dokumentów wynika, że ZOS rozpoczął procedurę utworzenia kąpieliska. Z przyczyn, których można się jedynie domyślać, procedura nie została zakończona, a prezydent wydał zarządzenie o utworzeniu „miejsca wykorzystywanego do kąpieli”. Wielce prawdopodobne, że powodem była niemożność spełnienia warunków dla kąpieliska.

Dlaczego Lepszy Koszalin turbuje się o sprawę z pozoru nieistotną? Otóż, cechą charakterystyczną dla Wodnej Doliny jest przepływowość zbiornika. Inaczej mówiąc, każdego dnia czystość wody w zbiorniku zależy od tego co przyniesie z góry Dzierżęcinka. Z dostępnych badań historycznych i całkiem świeżych wynika, że zawartość bakterii coli z dnia na dzień zmienia się w granicach od 34 do, niekiedy, 11000 NPL/1000 ml. Jeśli badania czystości prowadzone są dwukrotnie w roku – przed sezonem i raz w trakcie, bo taki jest wymóg dla miejsca wykorzystywanego do kąpieli, nigdy nie mamy pewności co przyniosła płynąca woda w pozostałe 90 dni sezonu.

Lepszy Koszalin zaproponował proste rozwiązanie. Wystarczy zainstalować przed zbiornikiem automatyczne urządzenie do badania zawartości coli, które będzie na bieżąco dokonywać pomiarów zawartości coli i w przypadku przekroczenia poziomu dopuszczalnego będzie alarmować. Ratownicy wywieszą czarną flagę, a gdy zagrożenie minie, białą. Istnieją na rynku takie rozwiązania, kosztują ok 100 tys. zł. To nieduża cena za bezpieczeństwo mieszkańców.

 

mar 17

Duma i zażenowanie

Koszaliński AZS SA duma kibiców koszykówki. Koszalinianie co weekend wybierają się do HWS, aby oglądać swoich „gladiatorów ” w akcji. Jednakże od 2 lat coś się psuje w tym klubie. Kłótnie, pijackie wybryki, zwalnianie wygrywających trenerów. Hala pustoszeje, kibice krzyczą –  co wy robicie, wy nasz AZS hańbicie! Andrzej Bednarski były prezes AZS sędzia międzynarodowy, „guru koszykówki” mówi w wywiadzie prasowym wprost – klub jest źle zarządzany, szefostwo się nie nadaje! Ufamy jego osądowi, bo jeśli nie jemu, to komu?  A skąd troska o AZS? Koszalin jako miasto dotuje klub kwotą 1,5 mln rocznie. Do tego trzeba doliczyć kolejne pieniądze wykładane w ramach sponsoringu przez spółki miejskie: ZOS, MEC, PGK, MZK,MWiK.

Są to w sumie pokaźne kwoty łożone z pieniędzy podatników.  Zwracamy się z prośbą do Pana Piotra Jedlińskiego o reakcję w związku z sytuacją jaka zachodzi w AZS SA. Nie chcemy „zaorać” koszykówki w Koszalinie, jak to w czasie wyborów wciskano w głowy koszalinian, chcemy tylko, aby nasze pieniądze były wydawane z rozwagą. Koszalin stać na koszykówkę na dobrym poziomie, ale może do tego potrzeba rewolucji w klubie? Od czego jest Rada Nadzorcza? Dlaczego Pan Prezydent bywający na meczach AZS nie widzi frustracji kibiców? Jako zadeklarowany kibic, a zarazem osoba zawiadująca pieniędzmi miejskimi powinien podnieść głowę i powiedzieć – Dość! Dość marnotrawienia naszych pieniędzy! Dość – dla braku szacunku zawodników wobec kibiców płacących jedne z najdroższych  biletów w Polsce! Dość dla miernoty! Chcemy tego na co Koszalin stać z jego koszykarską historią, chcemy szacunku i klubu walczącego o najwyższe cele!

lis 08

Jakie Jamno, taki Koszalin

No, może tytułowa teza jest trochę przesadzono, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że gospodarka turystyczna oparta o zasób jakim jest jezioro i Bałtyk może stanowić w następnych latach filar dobrobytu Koszalina i okolic. Doceniają ten walor inwestorzy, którzy wkładają pieniądze w inwestycje na mierzei i wykupują tereny dookoła jeziora. Jeżeli nie chcemy wierzyć prognozom gospodarczym, uwierzmy w zdrowy rozsądek ludzi wydających własne pieniądze.

W piątek (6.11) w Politechnice odbyło się seminarium na temat rekultywacji jeziora Jamno. Organizatorami i współfinansującymi byli Gmina Mielno, Politechnika Koszalinska i Stowarzyszenie Lepszy Koszalin. Pomysł na seminarium powstał w LK, a głównym inicjatorem i sprężyną napędową był Krzysiek Najda. On to wymyślił i namówił do uczestnictwa większość prelegentów.

image

Zainteresowanie spotkaniem przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania. Pojawili się posłowie (Hoc, Hok, Szefernaker) prezydent Jedliński, radni wojewódzcy, miejscy koszalińscy, gminni mieleńscy, przedstawiciele wszystkich organizacji związanych ze sportami i gospodarką wodną, naukowcy. Zaszczycili nas też mieszkancy, którzy zainteresowani są przyszłością miasta, regionu i, oczywiście, własną. Sala senatu była pełna, blisko 100 osób.

Prowadzący (A. Wezgraj) nie miał łatwego zadania. Zaproponował uczestnikom, by nie rozważać jak doszło do dzisiejszego stanu jeziora, ale podjąć próbę zdiagnozowania sytuacji i rozmowę o tym co można zrobić aby w przyszłości służyło rozwojowi regionu, było motorem napędowym postępu gospodarczego.

Po sześciu prelekcjach, trzech naukowych i trzech gospodarczych przyszedł czas na dyskusję. Nie udało się utrzymać konwencji zaproponowanej przez przewodniczącego. Poseł Hoc jednoznacznie wyraził opinię o konieczności pociągnięcia do odpowiedzialności winnych błędom i źle wydanych pieniędzy na wrota sztormowe, ostrogę itp. Uznał, że seminarium jest bez sensu ponieważ nie proponuje konkretnych rozwiązań i jest tylko „biciem piany”. Prezydent Jedliński powołał się na świetnie działające wrota, czego dowodem miał być Xawery. Zaprotestował gwałtownie K. Najda, twierdząc, że nie było zagrożenia ponieważ nie zostały przekroczone stany alarmowe poziomu wód. Niewielu zauważyło, że chwilę wczesniej prof. Heesse pokazał wyniki pomiaru poziomu wód w trakcie tego orkanu. Różnica pomiędzy Jamnem a morzem nie przekroczyła 40 cm. Chyba Najda ma rację.

image

Dyskusje o rekultywacji zdominował temat wymiany wody morskiej z jeziorem przez kanał. Na jednoznacznie zadane pytanie, czy kanał powinien to umożliwiać, prof Obolewski i prof. Cieśliński odpowiedzieli, że tak. Ta diagnoza była jednoznaczna ze stwierdzeniem, że wrota nie spełniają swojej funkcji, są błędem. Z drugiej strony, przedstawiciele gminy Mielno zwracali uwagę, że zniknął problem podtopień. Nie wiadomo wprawdzie, czy z powodu wrót, czy podniesienia brzegów kanału i jeziora, ale jednak.

A. Wezgraj w podsumowaniu proponował aby nie odnosić się do historii, a myśleć o przyszlosci. Jeżeli decydujemy się na funkcję turystyczną, Jamno musi byc odtworzone i otwarte na morze. To może oznaczać konieczność podjęcia odważnych decyzji diametralnej przeróbki lub likwidacji wrót. Nie warto dzisiaj brnąć w kolejne poprawki typu bystrze, bo to tylko utrudni odwrót. W przeciwnym wypadku większość dzisiejszych inwestycji w marinę, ostrogę i infrastrukturę nie ma sensu gospodarczego.

image

Zderzenie opinii naukowców z obserwatorami życia publicznego i mieszkańcami prowadzi do wniosku, że materia bardzo się skomplikowała. Podejmowanie decyzji przez polityków bez rzetelnej wiedzy i zrozumienia skutków może doprowadzić do katastrofy. Konieczne jest porozumienie środowisk i gmin graniczących z jeziorem Jamno dla opracowania nowego, śmiałego planu rozwoju.

Tytułowe określenie „jakie Jamno, taki Koszalin” ma podwójne znaczenie. To, o którym była mowa w trakcie seminarium i to, ktore było w podtekście – czyste, nadające się do użytku jezioro bedzie możliwe gdy czyste bedą intencje decydentów, a wydatki realizowane zgodnie z interesem publicznym.

lis 02

Rekultywacja jeziora Jamno

Politechnika Koszalińska, Gmina Mielno i Stowarzyszenie Lepszy Koszalin zapraszają w dniu 6 listopada o godz. 10. na seminarium dotyczące możliwości i sposobów rekultywacji Jeziora Jamno.jamnoW seminarium wezmą udział specjaliści w zakresie hydrologii, ekologii i środowiska – prof. prof. Roman Cieśliński (Uniwersytet Gdański), prof. Krystian Obolewski (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy), prof. Ryszard Wiśniewski (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy), prof. Tomasz Hesse (Politechnika Koszalińska), prezes Jacek Chrzanowski (WFOSiGW w Szczecinie) oraz wójt Olga Roszak-Pezała (gmina Mielno). Poza tym przewidziane jest również wystąpienie przedstawicieli Zachodniopomorskiego Klastra Żeglarskiego. Na spotkanie zaproszeni zostali przedstawiciele zainteresowanych Jamnem środowisk gospodarczych, społecznych i politycznych.

W trakcie seminarium nie będzie odniesień do bieżącej polityki oraz ocen inwestycji prowadzonych w obszarze jeziora.

Zapraszamy do udziału.

paź 19

Wybierać, nie wybierać

Stowarzyszenie Lepszy Koszalin nie bierze udziału w wyborach parlamentarnych. To wydaje się oczywiste ze względu na statut, ale również ze względu na pewną filozofię działania. Jesteśmy nakierowani na sprawy lokalne, samorządowe. Z tego też powodu ograniczyliśmy na czas kampanii swoją publiczną aktywność. Jak to jednak w życiu bywa, wszystko ze sobą się przeplata.

Nasi członkowie są suwerenni w poglądach na politykę i w swoich sympatiach do partii politycznych. Stąd ludzie związani z LK znaleźli się na listach PSL, Kukiza’15, PiS, .Nowoczesnej i Razem. Wspomagają komitety, z którymi sympatyzują. Życzymy im elekcji, chociaż mamy świadomość, że będzie trudno.

Nie ma członków LK na listach PO. To też pewnie nikogo nie dziwi. W końcu, tutaj, lokalnie, partia rządząca była głównym konkurentem w ostatnich wyborach samorządowych. Klub Radnych Lepszy Koszalin stanowi największa siłę opozycyjną w Koszalinie. Nie ma ich też dlatego, że nie godzimy się na styl rządzenia prezentowany przez prezydenta i jego partię. Nie godzimy się również na upartyjnianie samorządu i uprawianą propagandę.

Wśród kandydatów PO znalazł się, a jakżeby inaczej, S. Gawłowski. Przesunięty karnie z „jedynki” usiłuje wytworzyć w wyborcach wrażenie, że jest liderem. Na swoich bilbordach pominął informację, o decyzji partii zdegradowania go do nr 2. Numerem jeden został poseł Hok. Niby drobiazg, w końcu nie ma obowiązku zamieszczania numeru w materiałach wyborczych, ale powszechnie jest to odczytywane jako manipulacja. Właśnie ta gotowość do manipulacji w imię własnego interesu, nawet kosztem kolegi z listy, skłania do braku zaufania wobec rządzących w Koszalinie.

Manipuluje nami prezydent miasta gdy opowiada o Inteligentnym Systemie Transportowym. Sztandarowy projekt od 2010 roku, z którym szedł do pierwszych i drugich wyborów został zawalony z powodu braku wiedzy o przedmiocie i nieudolności organizacyjnej. Miał być ostatecznie skończony w 2013 roku. Byliśmy uspakajani, że wszystko pod kontrolą, potem, że wykonawcy spaliła się dokumentacja, później, że wykonawca okazał się nieprofesjonalny aby w końcu dowiedzieć się, że najprawdopodobniej trzeba będzie oddać unijne pieniądze, bo nie zdążymy. Ale to nie wszystko, za inwestycję i tak trzeba będzie zapłacić, oczywiście już z budżetu miejskiego. Ratusz buńczucznie mówi – obciążymy karami wykonawców.

Kary miały być już naliczane wielokrotnie. Architektom za zły projekt aquaparku, wykonawcy basenów za zejście z budowy, wykonawcy DPS i Parku Książąt Pomorskich za niezrealizowanie i jakość inwestycji, wykonawcy Rynku za przekroczenie terminów, wykonawcy ul. Gdańskiej za jakość wykonania drogi. Razem to kilkanaście milionów złotych. Niestety, prezydent nie zdołał wyegzekwować należnych miastu pieniędzy. Zamiast tego w każdym z tych przedsięwzięć pokrywał wzrastające koszty…

Każda większa inwestycja prowadzona przez koszalińską władzę to osobna historia manipulacji. Zawsze w końcu ogłaszano, że zadanie zostało ukończone w terminie – najczęściej przesuniętym o miesiące lub lata. Że wykonano zgodnie z kosztorysem – zwykle zweryfikowanym w górę, po porażkach z wykonawcami. Pokrzykiwano publicznie jak to zadbamy o swoje i ściągniemy należności od nierzetelnych firm. Prawie za każdym razem zadbano, raczej o swoich. Zamiast kar umownych, ugoda lub upadłość firmy.

Wybierać, nie wybierać. Pytanie ma oczywistą odpowiedź – wybierać, tylko omijać przedstawicieli grupy skłonnej do oszukiwania nas. Pozostaje do wyboru jeszcze sporo formacji, z których startują ludzie dobrze znający sprawy lokalne.

paź 19

Rada w radę, obywatelskość budżetu

  Koszalińska Rada Budżetu Obywatelskiego właśnie zakończyła swoje prace, poznaliśmy wyniki, wiemy na które projekty będziemy głosować. Obserwacja pracy Rady prowadzi do wniosku, że w takiej formule nie ma ona żadnej racji bytu. Na 30 powołanych członków, na spotkania Rady przychodziło od 14 do 22  osób (14  było na ostatniej Radzie). Głównie pojawiali się ci, którzy sami się zgłosili, im zależało. Na części otwartej  tejże Rady głos zabierało maksymalnie 5 osób i prawie zawsze tych samych. Reszta milczała, w tym  osoby nominowane  przez prezydenta, jeśli już w ogóle pojawiły się na zebraniach. W czasie tychże spotkań było wyraźnie widać komu zależy na  konkretnej ocenie, a kto chce tylko bywać.

   Lista projektów jaka się pojawiła ma się  nijak do przebiegu obrad na sali i tylko potwierdza to, że osoby nominowane przez prezydenta podejmowały decyzję opierając się na suchych dokumentach i sugestiach zamiast na prezentacjach i wynikach dyskusji.

     Wiele ciekawych pomysłów padło w czasie tegorocznego budżetu obywatelskiego, niestety nie wszystkie weszły pod głosowanie. Wynikało to z wielu przesłanek. Słabej prezentacji, braku poklasku i poparcia albo niechęci władzy do projektodawców. Niektóre z projektów mocno były popierane przez obecnie rządzących, przykładem jest silna grupa osób (w tym radni miejscy), którzy forsowali projekt jednego z boisk. Dlaczego ten a nie inny? Bo tam uczą? Tam chodzą ich dzieci?  Radni wchodzą w nieswoją rolę. Powinni popisywać się w czasie obrad Rady Miejskiej, a nie tam gdzie głos należy do obywateli. Budżet obywatelski wymyślono po to by część decyzji mogła zapadać poza formalnymi strukturami samorządu, a tak, wygląda to na załatwianie partykularnych interesów. Nie udało im się czegoś wprowadzić w procesie uchwalania budżetu miejskiego, wciskają do obywatelskiego  – a szkoda, bo deprecjonują w ten sposób pracę zwykłych obywateli.

  Najciekawszą sprawą jest fakt, że osoby którym odrzucono projekty do dnia dzisiejszego nie otrzymały wyjaśnienia z jakiego powodu to się stało. Brak jest możliwości  odwołania się od negatywnej opinii. Reasumując, formuła Rady Budżetu Obywatelskiego jest do poprawienia. Być może pan prezydent powinien się zdać na osąd zwykłych ludzi, którzy chcą uczestniczyć w życiu miasta i którzy jak już się zgłoszą, to poświęcą swój czas i nie będą zawalać spotkań. Dzięki też  takiemu ruchowi  nie będzie plotek, że  wchodzą te projekty, które  władzy się podobają?  Uczciwie byłoby gdyby wszystkie projekty były poddawane pod głosowanie (z tych które zostaną  przez miasto zaakceptowane pod względem merytorycznym). Nie wydaje się specjalnym problemem przejrzenie sześćdziesięciu 2-3 stronicowych  projektów podzielonych na dwie grupy. Ludzie głosujący spokojnie by się z nimi zapoznali –  nawet z czystej  ciekawości, a sama Rada mogłaby być właśnie organem odwoławczym i doradczym w przypadku powielania się kilku  podobnych projektów.

            Idzie nowy rok, będzie nowy budżet obywatelski, może ktoś wyciągnie wnioski….

sie 31

„Pieluszka i Szminka”- podziękowania i refleksje

O akcji „Pieluszka i Szminka” można pisać wiele w kontekście ilości i kategoryzacji darów, które udało się uzbierać dla Domu Samotnej Matki. O tym pisały media, i o tym pisaliśmy my. Dane, jak to dane, mają to do siebie, że są obiektywne. Mój tekst, który właśnie czytasz, drogi czytelniku, nie jest obiektywny i na pewno nic naocznie nie pokaże liczbami. Na odwrót: chcę pokazać, że w całym tym nagłośnionym ostatnio wydarzeniu chodzi o coś innego, niż podliczenie darów, i nie ma to znaczenia, że ofiarowane zostały dokładnie 2 wózki i 3 nosidełka… Rzecz idzie o coś głębszego, i to coś więcej niż podliczenie: ”ile, czego”…

11896320_1036012839755898_6811319504969921534_o

Czytaj dalej